czwartek, 8 sierpnia 2013
Syndrom owsianki.
Niektórzy nazywają to "syndromem owsianki" i ja chyba również zacznę używać tego określenia. Działa to mniej więcej tak, że nawet gdy wstajesz lewą nogą, po źle przespanej (albo nieprzespanej) nocy, zły, sfrustrowany, poirytowany, a do tego pogoda za oknem psuje wszystkie twoje plany...
... Ty dzielnie zmierzasz w kierunku kuchni, zagotowujesz 1 szklankę mleka ze szklanką wody, gdy zaczyna wrzeć, wrzucasz szklankę płatków owsianych i gotujesz do preferowanej gęstości owsianki (mi to zajmuje ok 10 min.). Na koniec dosładzasz sobie życie (a właściwie owsiankę) łyżką miodu (lub innego słodziła), przelewasz do dwóch miseczek, dodajesz ulubione dodatki sobie i osobie, z którą będziesz wspólnie oddawać się konsumpcji.
Nim się obejrzysz zły humor znika wraz z zawartością miseczki.
Ze względu na wysokie temperatury dzisiejszą owsiankę przygotowałam nieco inaczej, a mianowicie: 1/2 szklankę płatków owsianych zalałam na noc gorącą wodą (do poziomu płatków) i odstawiłam do lodówki, a rano dolałam 1 szklankę zimnego mleka. Dodałam oczywiście ulubione owoce: banany i borówki, miód zastąpiłam cynamonem, a dla pochrupania wsypałam posiekane migdały.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wygląda bardzo apetycznie! :) Muszę spróbować!
OdpowiedzUsuńowsianka ma w sobie jakąś magiczną moc, i tak na prawdę to ty mnie do niej przekonałaś, na twoim śniadaniowym blogu :) poznałam tyle cudownych kompozycji dzięki tobie, a teraz wymyślam też sama! uwielbiam ją :)
OdpowiedzUsuńdziękuję ;*
Masz rację owsianka jest idealna na wszystko :D
OdpowiedzUsuńŚwietna zarówno dla ochłody na letni poranek jak i do ogrzania na zimowy. Niezastąpiona :)
OdpowiedzUsuńOwsianka, zawsze :D Nie odmówię :)
OdpowiedzUsuń